Maria Magdalena biegnie do grobu, gdy jest jeszcze ciemno, wczesnym rankiem, tuż po szabacie. Biegnie, bo tęskni. Chce zobaczyć co jest z Jezusem, chce być blisko. A tu – nie ma Go.
Właściwie to dziwne – bo skoro ona tak Go kochała i tak Mu wierzyła, to nie powinna w ogóle wybierać się do grobu. Powinna siedzieć w domu, wielbić Boga i odliczać dni do zmartwychwstania. To pocieszające dla nas, że nawet ci, co byli najbliżej, nie potrafili pojąć i przyjąć tego wszystkiego, co się działo, gdy weszli w relację z Jezusem. Pocieszające, bo to oznacza, że nam to też może zająć trochę czasu: możemy Jezusa kochać, możemy za Nim tęsknić – i nie wierzyć, że On naprawdę może pokonać to wszystko, co nam zagraża. Że już to pokonał. I wystarczy, żebyśmy w to uwierzyli, a zobaczymy owoce zmartwychwstania w swoim życiu.
Małgorzata Janiec
