Jezus opowiada dziś historię, którą każdy rolnik znał na pamięć. Siewca wychodzi i sieje. Ale sieje na cztery różne grunty. To nie jest przypowieść o ziarnie. Ziarno jest zawsze dobre – to Słowo Boże. To jest przypowieść o ziemi. O naszym sercu. Warto dziś zadać pytanie – jakie jest moje serce?
Jezus chce nam dziś powiedzieć: Wiara bez korzeni w modlitwie, w sakramentach, we wspólnocie nie przetrwa pierwszego „upału”. Dlatego zapuść korzenie. Kilka minut modlitwy dziennie. Spowiedź co miesiąc. Osoba, z którą możesz porozmawiać o wierze.
Chrystus mówi dalej: „Ciernie zagłuszyły je”. To najniebezpieczniejszy grunt. Bo tu ziarno wzeszło. Człowiek chodzi do kościoła, modli się. Ale ciernie rosną. Ciernie dziś to: kredyt na trzydzieści lat, który każe pracować dwanaście godzin dziennie. Instagram, który każe porównywać się z innymi. Wiadomości, które sieją lęk. „Muszę mieć więcej, muszę się martwić, muszę gonić”.
I nagle nie ma czasu na pacierz, na rozmowę z dzieckiem, na Mszę.
Jezus kończy: Ziarno przynosi plon: stokrotny, sześćdziesięciokrotny, trzydziestokrotny”. To nie jest człowiek idealny. To człowiek, który słucha, przyjmuje i robi. Może mieć tylko trzydzieści procent sukcesu. Ale zawsze coś wyrośnie. Jezus nie mówi: „zmień glebę”. Mówi: „kto ma uszy, niechaj słucha”
Czyli: możesz uprawiać swoje serce.
Dziś wieczorem zrób rachunek sumienia. Co dziś wydziobały mi ptaki? Co ukradło mi Słowo zaraz po wyjściu z kościoła? Gdzie nie mam korzeni? W czym załamuję się przy pierwszej trudności? Jakie ciernie muszę wyrwać? Co mnie dusi: praca, telefon, lęk, zazdrość?
Bóg sieje w nas cały czas. Pytanie tylko: czy dam Mu szansę, żebym mógł wydać stokrotny plon?
ks. Rafał Widuliński
