W dzisiejszą niedzielę Bóg mówi do nas przez burzę, przez cud, ale też przez szept. Szukamy Boga w fajerwerkach. W wielkich rekolekcjach, w cudach, w „znakach z nieba”. A On przychodzi codziennie: w śniadaniu dla dzieci, w cichym „wybacz”, w 5 minutach ciszy przed snem. Czy umiesz uciszyć wicher w swojej głowie, żeby usłyszeć Boga?
W Ewangelii otrzymujemy trzy obrazy:
1. BURZA – Uczniowie sami na łodzi. Wiatr przeciwny. Noc. To my: Praca, choroba, kredyty, dzieci. Wiosłujemy i stoimy w miejscu. I jest noc.
2. JEZUS IDZIE PO WODZIE – Uczniowie krzyczą ze strachu: „To zjawa!”. To my: Kiedy Bóg przychodzi w problemie, myślimy że to kolejny problem. Nie poznajemy Go.
3. PIOTR – „Panie, każ mi przyjść do siebie”. Wychodzi. Idzie. Ale gdy widzi wiatr, tonie.
To my: Zaczynamy dobrze. Idziemy na Mszę, na pielgrzymkę. Ale gdy przychodzi „wiatr” plotek, lęku, zniechęcenia – patrzymy na fale zamiast na Jezusa. I toniemy.
Co ratuje Piotra? Jeden krzyk: „Panie, ratuj mnie!” I Jezus od razu wyciąga rękę. Nie musisz być święty. Nie musisz mieć wielkiej wiary. Musisz mieć odwagę zawołać: „Panie, ratuj mnie” w środku burzy. I musisz patrzeć na Niego, a nie na fale.
Bóg nie ucisza burzy na twoje zawołanie, ale wchodzi do łodzi, gdy Go zawołasz.
I pyta jak Piotra: „Czemu zwątpiłeś?”.
Może dziś w Twojej łodzi jest za głośno. Wycisz radio. Wycisz telefon.
I posłuchaj „szmeru łagodnego powiewu”. To On. Niech ta niedziela będzie dla nas spotkaniem z Jezusem, który idzie po wodzie naszych problemów.
ks. Rafał Widuliński
